Moj swiat wewnetrzny jest wlasciwie moim królestwem, gdzie panuje sama, schronieniem przed burzami i niepokojami, gdzie spotykam tylko siebie. Jesli dla siebie samej jestem tym dobrym przyjacielem, który pozostaje zawsze, do ktorego moge sie zawsze odwolac, w kazdej sytuacji, kazdej klesce, ktory zostaje gdy wszyscy zawodza - musze mieć dobre mniemanie o tym przyjacielu. Ale do tego przyjaciela odwoluje sie najeczesciej gdy spotka mnie zawód w życiu zewnętrznym.
Poza tym kiedy spotykam ludzi, których nie cierpie, którzy mnie irytuja, z którymi nie lubie przebywac - po prostu ich unikam. Wylaczam sie z zakresu moich stycznosci. Siebie natomiast nie moge wylaczyc,jestem skazana na to, by cale zycie przezyc ze soba - brzmi to jak paradoks :) ale to prawda.
czwartek, 5 czerwca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz