traktuje tego bloga czasem troche jak sciane placzu ... zdarza mi sie cos nagryzmolic, gdy jestem zła na cos / kogoś za(pod)łamana czasem gdy jestem podekscytowana czy ogarnieta euforia... Niestety to zadkie zjawisko. Bo kiedy sie jest zadowolonym to sie ma tysiac innych rzeczy do roboty. Blog schodzi na dalszy plan...Nie mowiac,ze idzie w zapomnienie...ale stany blogiego ukojenia zmyslow trwaja dosc krotko i wraca sie z podkulonym ogonem...wyciera kurz z klawiatury i przypomina powoli jaki jest jej uklad i czy 'enter' za dwie lampki czerwonego wina nie wymienil sie miejscem z 'escape'.
Wracajac do tematu...to weszlam tu bo wlasnie sprawdzalam poczte, a także weszłam bo to miejsce jest jakby juz czescia mnie ...
- moim marzeniem niewatpliwie jest...robienie w zyciu wreszcie tego co mnie cieszy i satysfakcjonuje...ambicja to straszna choroba...
- moja mama mowila zawsze, ze...mysle o niebieskich migdalach...i ze myslal indyk o niedzieli...i zeszloroczny snieg...a Grechuta, ze wazne sa tylko te dni,ktorych jeszcze nie znamy...
- nie mam watpliwosci jesli chodzi o...pozytywny wplyw na nasza dusze i cialo (tylko w duzych ilosciach), czerwonego wina, dlugich spacerow i mycia zebow...
- moim zdaniem...racja jest jak pupa..,kazdy ma swoja...wieksza lub mniejsza....z celulitem lub po liposukcji....to nie zmienia faktu, ze tyle racji ile pup na swiecie..
1 komentarz:
...fajne...
Prześlij komentarz